Slow deco

Mam złe podejście. Za bardzo się spinam, chcę robić wpisy kompletne, spreparowane, kompetentne, ciekawe i inspirujące. W rezultacie nie dodaję niczego. Codziennie mam o czym pisać ale nie robię tego myśląc, że zdążę podejść do tego tematu dogłębniej uprzednio go przygotowawszy. Wyjdzie na to, ze niczego nie dodam. Zatem postanowiłam, że nie będę miss perfekcji, będę sobą, królową chaosu.

Postanowiłam również, iż w moim drugim wpisie zrzucę maskę pozerstwa, którą przywdziałam wybierając nazwę bloga. Mój sukces, to często zasługa mojego wspaniałego męża. Bez niego większość moich pomysłów nie miałaby szansy na realizację. Sama, znaczy więc: sami, on lub ja, lub razem lecz bez udziału wynajętych ekip, bo nie stać nas na nich. Oczywiście, gdy będziemy wstawiać okna połaciowe skorzystamy z pracy fachowca, gdyż samemu można zrobić to co się da, a ryzykować nie ma sensu.

Tyle wstępu:)

Dwa dni temu wybrałam się na giełdę kwiatową, by przygotować pomysły świąteczne i je tu przedstawić i opisać. Jestem w trakcie prac. Byłam dziś na targu w poszukiwaniu głogu lecz nie znalazłam. Kupiłam natomiast warzywa, którymi chwilowo przyozdobiłam dom. Większość z nich skończy w garze 🙂

Mój pomysł na cudowną zieleń na stole to jarmuż i to drugie, co pachnie jak kalarepa a wygląda jak taka dziwna kapusta. Śmieszne są też te skarłowaciałe papryczki