O sztuce

fbsztuka

MIŁOŚĆ KSZTAŁTUJE SIĘ W DOMU
Wczesna edukacja ma znaczenie. Nawet nie opowiadając dzieciom niczego pozwalamy, by zanurzyły się w magii jej świata. Obrazy, rzeźby, dźwięki i słowa równie mocno działają na wyobraźnię – obrazy sprawiają, ze dziecko rozwija w sobie narrację dopowiadając historie, przy książkach wizualizuje sobie idee a przy muzyce w obie strony, wystarczy podać tytuł utworu, by nadać kierunek historii, która za chwilę powstanie.

Jeśli chcemy potomstwo uczulić na to, o czym myślimy, iż jest istotne i co wg nas powinno być wyróżnione z szarego tła innych spraw, musimy jedynie pamiętać, że dzieci nas naśladują, często wręcz kopiują, zatem jeśli coś jest dla nas ważne, okazujmy nasza atencję a z pewnością zaszczepimy tę miłość i uwagę naszym dzieciom, nawet jeśli będą udawały, że nie robi to na nich wrażenia. Pewne procesy muszą się same rozwinąć, my tylko dajmy im czas i sposobność nakierowując tam, gdzie chcielibyśmy aby rozpoczęła się przygoda.
Każdy, kto w dzieciństwie kształtowany był przez sztukę, lekcję tę będzie nosił głęboko w sobie i nigdy na sztukę obojętny nie będzie. Gdybyście się teraz zastanowili co Was kształtowało, z mgły wyłoniły by się obrazy, książki, utwory muzyczne czy filmowe. Nie da się od tego uciec. Raz rozwinięta wyobraźnia wychodzi poza nas i zaczyna wypełniać świat. Dlatego warto kupować albumy ze sztuką, architekturą, podróżnicze, anatomiczne, hobbystyczne, o modzie, o żaglowcach, o smokach… Warto się sztuką otaczać. Otaczać się tym co dla nas ważne. Wszystkim co nas interesuje i co chcielibyśmy aby poznały nasze dzieci. Mogą pozornie się tym nie zajmować czy nawet ostentacyjnie wzgardzać ale ziarenko wykiełkuje a z wiekiem docenią.

MOJE ODCZUCIA
Swoje wspomnienia uaktywniłam całkiem niedawno, przypadkowo natykając się na ofertę wykonania kopii znanych płócien i szczerze mówiąc nadal te ofertę rozważam. Mimo, iż osobiście przedkładam najgorszy oryginał ponad jakakolwiek kopię, to w tym przypadku całkiem nie ma to znaczenia, bo gdy coś budzi w nas silne emocje chcemy z tym obcować. I nie ma znaczenia czy jest to coś modnego, w „dobrym guście” czy „pasuje do salonu” ;D wychodzę z założenia, że wszystko co mi się podoba jest w dobrym guście, bo moim :)

„Słońce majowe” Józefa Mechoffera mnie odblokowało. Budzi on we mnie tęsknotę za domem i za dziecięcym uporczywym wpatrywaniem się w tę zastygłą scenę. Reprodukcja wisiała w korytarzu, tuż przy wyjściu na podwórko podobne do tego na obrazie. Zawsze się zastanawiałam co jest za furtką ale też pochłaniało mnie ogromne bogactwo ogrodu…

mehoffer

(Bardzo mnie zadziwia, iż wszyscy opisują ten obraz jako wielki smutek, niepokój… Dla mnie jest szalenie energetyczny, seksualny wręcz. Przyroda w rozkwicie, feeria barw, powietrze nasycone zapachami zapewne, światło i ciepło, wrząca woda w samowarze, gotowa do zalania herbaty. Filiżanki oczekują. Kobieta oczekuje, tak bardzo nie może się doczekać, że wygląda na gościńcu kogoś. Takie zachowanie zapewne nie przystoi damie. Dla mnie mimo pozornej statyczności ogromną niecierpliwością nacechowany jest ten obraz – porzuciła kapelusz na krześle… powinna go założyć wychodząc ale przecież tylko na chwilę, tylko sprawdzić… Zupełnie nie jest dla mnie smutny, pełen nadziei raczej, jak gra wstępna. Nadziei i rozgrzanego słońcem oczekiwania…
Chociaż gdybym akurat była zdołowana widziałabym w nim brutalność egzystencji, tego, że można cierpieć i tęsknić mimo, iż świat wokół tryska szczęściem i pobudzeniem, że można wewnętrznie umierać, gdy wszystko inne z taką energią i radością żyje…
Ot, siła sztuki, każdy zobaczy co mu się akurat w duszy odbije.)

Przez lata poznałam wiele gatunków i szczerze mówiąc zaczynam rozumieć dlaczego kocham kolory i niedopowiedzenie dzieł Williama Turnera. Mimo, iż mam ulubionych artystów i dzieła, zawsze będę wracać do tego co ukochałam w dzieciństwie. np do obrazów na ścianach u Dziadków jednych i drugich, wiedźmińskich tańców w rytmie „Bolero” Ravela, które moi rodzice odsłuchiwali z pocztówek na bambino czy słuchowiska radiowego które wyrysowało na zawsze w moim umyśle niesamowite, okryte roślinami wejście do „Tajemniczego ogrodu”. Późniejszy okres tylko ukierunkował mój gust: baza pod poszukiwania muzyczne dostarczona mi przez winylotekę mojego Ojca (głównie Led Zeppelin, Hendrix, The Beatles…oraz płyty pop mojej Mamy), zawartość regału z albumami moich rodziców (głównie malarstwo, architektura, medycyna). Dziękuję moim rodzicom i dziadkom za to, co mnie ukształtowało. Dziękuję również przyjaciołom, głównie Wojtkowi, który miał największy wpływ na moje życie i upodobania, bo pokazał mi, że mogę dowolnie sobie wybierać, że świat nie musi mieć sztywnych ram jeśli tak postanowimy. Ale paradoksalnie pokazał mi właśnie te sztywne ramy, o których nigdy wcześniej nie miałam pojęcia.

 

 

  • Dokładnie – to, w czym wyrastamy, często jest w późniejszych latach bardzo mocnym bodźcem. Sama pamiętam różne piękne rzeczy czy melodie, które poznałam jako dziecko. Dzisiaj do nich wracam z sentymentem <3

  • Czym skorupka za młodu nasiąknie….mam nadzieję, że wkrótce moje dziecko sięgnie po „moje” albumy.

  • Clara Burro

    Coś w tym jest. Jakaś potrzeba nie wiadomo skąd, która powoduje, że coraz chętniej odwiedzam wystawy i galerie. Nawet powoli przekonuje się do abstrakcji :)

  • Pięknie napisane! Tak właśnie jest. Ja pamiętam Stańczyka, reprodukcję wiszącą od zawsze w naszym domu. Pocztówki z portretami Boznańskiej (pisałam kiedyś o tym) i Wyspiańskiego. Pamiętam, jak w nieskończoność kartkowałam książkę do plastyki, zapamiętywałam tytuły i autorów. Pamiętam wizytę w Zwingerze, mogłam wtedy mieć 9 lat… chyba.
    W fajne tony uderzyłaś :)

    • Agi

      Ciężko nie uderzyć. Chciałam napisać o sztuce we wnętrzach ale nie da się pominąć samej sztuki i jej wpływu na nas :)
      Dziękuję :)

  • Pingback: Kupujemy sztukę – Sama zrobię!()